Jak uczyć dziecko samodzielności podczas wspólnej zabawy

1
29
3/5 - (1 vote)

Z tego artykułu dowiesz się:

Dlaczego samodzielność rodzi się właśnie podczas zabawy

Zabawa jako naturalne laboratorium życia

Zabawa to dla dziecka nie „przerywnik” między nauką a obowiązkami, ale główny sposób poznawania świata. W trakcie zabawy dziecko testuje, co działa, a co nie. Sprawdza, jak daleko może się posunąć, jak reaguje jego ciało, jak reagują inni. To właśnie w tym „laboratorium” uczy się, że ma wpływ na rzeczywistość – czyli doświadcza samodzielności.

Podczas budowania wieży z klocków, planowania toru przeszkód czy wymyślania zasad gry dziecko podejmuje dziesiątki mikrodecyzji. Musi coś wybrać, z czegoś zrezygnować, coś poprawić. Jeśli dorosły nie przejmuje sterów, dziecko widzi, że to, co zrobiło, ma realne skutki – pozytywne lub nie. Właśnie ta korelacja: moja decyzja – mój skutek jest fundamentem samodzielności.

W zabawie nie ma szkolnych ocen, kartkówek ani sztywnego scenariusza. Jest miejsce na eksperyment, pomyłkę i poprawkę. Dlatego tak dobrze nadaje się do trenowania odwagi, kreatywności i szukania rozwiązań. Dziecko może zaryzykować, że wieża się przewróci, bez lęku przed krytyką czy karą. Ten komfort pozwala szukać własnych sposobów, a nie tylko kopiować dorosłych.

Jeśli rodzic świadomie używa zabawy jako przestrzeni do treningu samodzielności, zyskuje coś jeszcze: wiedzę o stylu działania dziecka. Jedno dziecko planuje krok po kroku, inne improwizuje, kolejne woli gotowe schematy. Zauważenie tego pozwala dobrać sposób wsparcia, a nie ślepo wymagać reakcji „jak z poradnika”.

Samodzielność a „radź sobie sam” – ważna granica

Samodzielność nie oznacza zostawienia dziecka samemu sobie. „Poradzisz sobie” wypowiedziane z troską i „Radź sobie sam” rzucone w złości to dwa różne komunikaty. Dziecko potrzebuje czuć, że dorosły jest obok, że może poprosić o pomoc, że porażka nie kończy relacji. Wtedy ma odwagę próbować samo.

Zostawienie dziecka samego z trudnym zadaniem bez wsparcia emocjonalnego często kończy się poczuciem bezradności, a nie siły. Z drugiej strony ciągłe wchodzenie między dziecko a zadanie („Daj, ja to zrobię”) odbiera mu informację, że jest zdolne. Równowaga powstaje wtedy, gdy rodzic jest dostępny, ale nie wyręcza. Obserwuje, kibicuje, zadaje pytania, podpowiada kierunek zamiast gotowego rozwiązania.

Podczas wspólnej zabawy tę granicę widać bardzo dobrze. Jeśli rodzic układa puzzle za dziecko, „żeby szybciej skończyć”, to wysyła sygnał: „sam nie dasz rady”. Jeśli całkowicie się wycofa z interakcji, dziecko może poczuć, że jego wysiłek nikogo nie obchodzi. Rolą dorosłego jest tworzyć bezpieczną ramę i przestrzeń do prób, a nie prowadzić za rękę każdy ruch.

Jak zabawa łączy emocje, relacje i praktyczne umiejętności

W jednej, pozornie prostej zabawie dzieje się bardzo dużo. Przykład: budowanie miasta z klocków. Dziecko:

  • planuje (gdzie będzie dom, gdzie droga) – ćwiczy myślenie przyczynowo–skutkowe,
  • reaguje na porażkę (wieża się przewróciła) – mierzy się z frustracją i uczy się wytrwałości,
  • komunikuje się z rodzicem („Nie burz! To mój dom!”) – rozwija asertywność,
  • negocjuje („Ty zbuduj drogę, ja zbuduję most”) – trenuje współpracę.

To nie jest „tylko zabawa”. To zestaw kompetencji potrzebnych w dorosłym życiu: planowanie, odporność na niepowodzenia, branie odpowiedzialności za swoje decyzje, szanowanie granic innych. Jeśli rodzic świadomie odpuszcza nadmierną kontrolę, dziecko nie tylko świetnie się bawi, ale także uczy się funkcjonować w świecie.

Samodzielność rozwijana w zabawie często szybciej przenosi się na codzienne czynności: ubieranie, pakowanie plecaka, ogarnianie biurka. Dziecko, które podczas gry planszowej mogło samo zdecydować o strategii, łatwiej przejmie inicjatywę w innych obszarach, bo ma już doświadczenie: „Potrafię, dam radę, nawet jeśli nie zawsze wygrywam”.

Korzyści dla rodzica: mniej „obsługiwania”, więcej partnerstwa

Wspieranie samodzielności dziecka podczas zabawy to inwestycja także w komfort dorosłego. Z czasem rodzic przestaje być ciągłym „operatorem” – osobą, która musi wszystko włączyć, ustawić, poprawić, wyrównać. Zaczyna być partnerem, który może usiąść obok i towarzyszyć, zamiast nieustannie interweniować.

Dziecko, które jest przyzwyczajone do podejmowania decyzji w zabawie, mniej domaga się, by rodzic „rozwiązywał” każde napięcie. Częściej samo próbuje, pyta, wraca z propozycją. To oznacza mniej codziennego przeciążenia dla opiekuna i więcej przyjemności ze wspólnych chwil. Zamiast korygować każdy szczegół, dorosły może skupić się na relacji, humorze, rozmowie.

Rodzi się też inny, ważny efekt: wzajemny szacunek. Gdy rodzic powstrzymuje się od wyręczania, pokazuje: „Wierzę w ciebie, traktuję cię poważnie”. Dziecko, doświadczając takiego podejścia, częściej respektuje także granice dorosłego („Teraz twoja kolej odpocząć, ja spróbuję sam”).

Co to znaczy „samodzielność” w różnych etapach wieku

Samodzielność 1–3 lata – małe kroki, duże emocje

W wieku 1–3 lat samodzielność to przede wszystkim prawo do prób. Dziecko chce „samo” – nawet jeśli jeszcze nie potrafi. Kluczowe jest więc nie to, by zrobiło idealnie, ale by mogło spróbować. Podczas zabawy oznacza to między innymi:

  • samo wkładanie i wyjmowanie klocków z pudełka,
  • wybieranie, który samochód, lalka czy książeczka idzie „pierwsza”,
  • samodzielne przesypywanie, przelewanie (woda, kasza, piasek) w kontrolowanych warunkach,
  • proste decyzje: „Tą piłką chcesz rzucać czy kopać?”

Dwulatek nie musi konstruować skomplikowanych budowli. Wystarczy, że ma wpływ na wybór zabawki, miejsce zabawy czy kolejność działań. Częsty błąd to oczekiwanie, że dziecko w tym wieku będzie się długo bawiło samo według zasad dorosłego. Krótka, samodzielna zabawa przerywana powrotami do rodzica to norma.

Jeżeli maluch przy sprzątaniu klocków wrzuci trzy i odejdzie, ma za sobą ważną lekcję: uczestniczyłem. Można to wzmacniać, mówiąc: „Wrzuciłeś te klocki do pudełka. Pomogłeś mi”. Nie chodzi o perfekcyjne posprzątanie, lecz o budowanie skojarzenia: „Jestem kimś, kto może coś zrobić dla siebie i innych”.

Sygnałem, że oczekiwania są zbyt wysokie, jest częsta frustracja dziecka, płacz przy każdej próbie „samodzielności” czy zwykłe zmęczenie po kilku minutach wysiłku. Z kolei sygnałem, że robimy za dużo za malucha, bywa jego bierność: stoi i czeka, aż dorosły poda zabawkę, naciśnie przycisk, zbuduje wieżę. Dobrym punktem orientacyjnym jest pytanie: Czy dałem dziecku choć jedną rzecz, o której ono dzisiaj zdecydowało?

Samodzielność 4–6 lat – decyzje, wybory, odpowiedzialność

Przedszkolak potrafi dużo więcej i chętnie z tego korzysta, jeśli dostanie przestrzeń. W tym wieku zabawa świetnie nadaje się do trenowania podejmowania decyzji, planowania prostych działań i ponoszenia odpowiedzialności za umówione zasady. Przykłady:

  • samodzielne wybieranie gry, w którą dziś gracie,
  • wspólne, ale prowadzone przez dziecko układanie zasad gry („Kto przegrywa, wymyśla kolejne zadanie”),
  • decyzja, jakie materiały wykorzystać w pracy plastycznej,
  • planowanie kolejności zabaw: „Najpierw tor przeszkód, potem rysowanie, a na końcu bajka”.

Dziecko w wieku 4–6 lat może także otrzymywać proste, regularne obowiązki w formie zabawy: odkładanie książek na półkę, ustawienie talerzyków w zabawkowej kuchni, sprzątnięcie po skończonej zabawie z klockami. Ogromnie pomaga tutaj jasna, stała struktura: „Najpierw zabawa, potem razem odkładamy rzeczy na miejsce”.

Zbyt wysokie oczekiwania w tym wieku objawiają się często napiętą atmosferą: rodzic naciska na porządek „jak w katalogu”, dziecko się buntuje, a zabawa zamienia się w pole bitwy. Zbyt niskie – tym, że to dorosły ciągnie większość zadań, a dziecko „płynie” za nim bez pomysłów. Gdy przedszkolak ma choć kilka przestrzeni, w których może wybrać, zaplanować i dokończyć coś po swojemu, jego samodzielność rośnie w zdrowym tempie.

Samodzielność 7+ – zadania „jak dorosły”, ale z asekuracją

Dziecko w wieku wczesnoszkolnym zaczyna porównywać się z innymi i coraz bardziej świadomie myśli o tym, „co wypada” i „jak powinno być”. W zabawie można to dobrze wykorzystać, proponując bardziej złożone zadania, ale nadal w lekkiej, bezpiecznej formie:

  • samodzielne przygotowanie prostego scenariusza gry rodzinnej (np. quiz, kalambury),
  • wymyślenie i narysowanie planu pokoju marzeń lub placu zabaw,
  • zaprojektowanie toru przeszkód dla całej rodziny – z uwzględnieniem bezpieczeństwa,
  • przygotowanie listy potrzebnych rzeczy na wycieczkę, a potem wspólne sprawdzenie.

Dziecko 7+ może już realnie uczestniczyć w domowych aktywnościach, które jednocześnie są zabawą i treningiem samodzielności: krojenie miękkich produktów (pod nadzorem), planowanie prostego przepisu, dbanie o porządek na swoim biurku. Jeśli rodzic traktuje te działania jak „wspólne zadanie”, a nie „przymusowy obowiązek”, dziecko częściej angażuje się z własnej inicjatywy.

Przykład różnicy: trzylatek przy sprzątaniu klocków towarzyszy rodzicowi, wrzucając kilka elementów i ucząc się, że sprzątanie jest częścią zabawy. Siedmiolatek może samodzielnie zaplanować „akcję porządek”: nazwać etapy (klocki, książki, kredki), zdecydować, od czego zacząć, i doprowadzić zadanie do końca. Rodzic jest obok, dopowiada i docenia wysiłek.

Zbyt wygórowane wymagania wobec dzieci szkolnych objawiają się często tym, że rodzic oczekuje „dorosłej” organizacji i odpowiedzialności: bez przypomnień, bez wsparcia, bez błędów. Zbyt małe – wyręczaniem w każdej drobnostce: pakowanie plecaka, przygotowanie stroju na WF, ciągłe przypominanie o absolutnie wszystkim. Dobra wskazówka: Daj dziecku zadanie „jak dorosły”, ale bądź dla niego „ubezpieczeniem” – wspieraj, gdy utknie.

Tata i syn bawią się kolorowymi klockami przy stole w domu
Źródło: Pexels | Autor: Ketut Subiyanto

Rola rodzica w zabawie: przewodnik, trener, a nie „operator”

Trzy pozycje dorosłego w zabawie i ich konsekwencje

Dorosły może przyjmować w zabawie trzy główne role. Warto je sobie uświadomić, bo każda z nich inaczej wpływa na samodzielność dziecka.

Rola dorosłegoJak wygląda w praktyceSkutek dla samodzielności dziecka
SterującyDorosły decyduje o wszystkim: wyborze zabawy, zasadach, sposobie wykonania. Często poprawia i wyręcza.Dziecko uczy się, że „dorosły wie lepiej”. Czeka na polecenia, mało inicjatywy.
TowarzyszącyDorosły proponuje ramy i jest obecny, ale zostawia miejsce na pomysły dziecka. Pyta, co dalej.Dziecko ćwiczy decyzje, czuje wsparcie, ale też odpowiedzialność za swoje wybory.
WycofanyDorosły jest fizycznie obecny, ale nie angażuje się emocjonalnie. Często patrzy w telefon.Dziecko może czuć się niewidzialne lub zostawione. Albo przejmuje kontrolę, albo się wycofuje.

Najbardziej sprzyjająca samodzielności jest pozycja towarzysząca. Dziecko ma wtedy poczucie bezpieczeństwa, ale nie jest prowadzone za rękę w każdym kroku. Wie, że dorośły jest zainteresowany tym, co robi, ale nie narzuca rozwiązań. Może się mylić, kombinować, wracać do rodzica po wsparcie.

Warto od czasu do czasu zatrzymać się i zadać sobie uczciwe pytanie: Jaką rolę przyjmuję najczęściej? Jeśli dominują momenty sterowania lub kompletnego wycofania, dobrze jest świadomie wprowadzić choć kilka sesji zabawy, w których dorosły ćwiczy bycie „trenerem”, a nie „operatorem”.

Kiedy wejść do zabawy, a kiedy się cofnąć o krok

Prosty schemat decyzji: pomóc, poczekać czy wycofać się

W wielu sytuacjach wystarczy krótki „skan” w głowie, zanim dorosły zareaguje. Pomaga prosty schemat:

  • Czy jest bezpiecznie? Jeśli tak – można pozwolić na próbę, nawet jeśli skończy się porażką.
  • Czy dziecko prosi o pomoc słowami lub zachowaniem? Jeśli tak – można wejść, ale pytając, jakiej pomocy oczekuje.
  • Czy naprawdę musi się udać za pierwszym razem? Jeśli nie – lepiej wytrzymać chwilę i nie wyręczać.

Przykład: dziecko próbuje zapiąć zamek w przebraniu do zabawy i denerwuje się. Zamiast od razu zapiąć za nie, można powiedzieć: „Widzę, że jest trudno. Chcesz, żebym pokazał, od której strony zacząć, czy spróbujesz jeszcze raz i dopiero wtedy ci pomogę?”. Dziecko dostaje wybór i sygnał: Twoja próba ma znaczenie.

„Wspierające minimum” – pomoc, która nie zabiera inicjatywy

Dorosły może reagować tak, żeby utrzymać aktywność po stronie dziecka. Pomaga zasada „wspierającego minimum” – robię tylko to, czego dziecko naprawdę nie może zrobić samo:

  • podaję rzecz, ale nie ustawiam jej od razu „idealnie”,
  • tłumaczę zadanie, ale nie podpowiadam od razu rozwiązania,
  • pokazuję ruch ręką „w powietrzu”, ale nie chwytam dłoni dziecka przy każdej próbie.

W praktyce może to wyglądać tak: przy grze planszowej rodzic nie mówi: „Tu postaw pionek, bo ci się opłaca”, ale zadaje pytanie: „Zobacz, tu są pola, które przesuwają do przodu, a tu cofają. Gdzie twoim zdaniem lepiej stanąć?”. Dziecko trenuje analizę zamiast ślepego wykonywania.

Jak mówić do dziecka podczas zabawy, żeby wzmacniać, a nie gasić inicjatywę

Słowa dorosłego mogą działać jak paliwo albo jak hamulec. Czasem wystarczy drobna zmiana w komunikacie, żeby dziecko poczuło, że „może chcieć” i „może spróbować”.

Unikaj etykiet, opisuj konkrety

Zamiast ogólnych ocen („Ale z ciebie bałaganiarz”, „Jesteś leniwy”) lepiej nazwać to, co dziecko robi lub próbowało zrobić:

  • „Widzę, że próbujesz sam poukładać karty.”
  • „Ułożyłeś już cały jeden rząd klocków.”
  • „Zauważyłeś, że puzzle nie pasują i szukasz innego elementu.”

Opis faktów buduje w dziecku obraz siebie jako kogoś, kto działa i się stara. Etykiety, nawet „pozytywne” („Ty zawsze wszystko świetnie robisz”), potrafią paraliżować. Dziecko zaczyna bać się, że nie dorówna oczekiwaniom.

Zamieniaj rozkazy na pytania i propozycje

Częste komendy w zabawie („Teraz zrób to”, „Nie tak, tylko tak”) zamieniają rodzica w operatora, a dziecko w wykonawcę. Lepiej wprowadzić więcej pytań, które uruchamiają myślenie i sprawczość:

  • „Od czego chcesz zacząć?” zamiast „Najpierw zrób to.”
  • „Jaki masz pomysł na kolejne zadanie?” zamiast „Teraz skaczemy.”
  • „Co możemy zmienić, żeby się nie przewracało?” zamiast „Źle to układasz.”

Nie chodzi o to, by nigdy nie wydawać jasnych poleceń, tylko by w przestrzeni zabawy dominowały komunikaty, które oddają inicjatywę dziecku.

Jak reagować na błędy, żeby dziecko chciało próbować dalej

Błąd w zabawie to naturalny element nauki, ale ton głosu dorosłego decyduje, jak dziecko go odczyta. Warto wypracować kilka stałych reakcji:

  • normalizacja: „Zdarza się, wiele razy też tak miałem”,
  • szukanie strategii: „Co możemy zrobić inaczej przy następnym podejściu?”,
  • oddzielenie wyniku od wartości dziecka: „Wieża się przewróciła, ale widzę, ile miałeś przy tym pomysłów.”

Krótka pauza pomaga, gdy rośnie napięcie: „Widzę, że się złościsz. Odpoczniemy minutę i spróbujemy jeszcze raz czy zmieniamy zabawę?”. Dziecko dostaje komunikat: emocje są w porządku, ale to ono może podjąć decyzję, co dalej.

Komunikaty, które szczególnie tłumią samodzielność

Są zwroty, które szybko wybijają dziecko z inicjatywy, nawet jeśli nie ma w nich złej intencji. Lepiej je ograniczyć lub zamienić:

  • „Daj, zrobię to za ciebie” → „Pokaż, co już zrobiłeś, i zobaczymy, z czym mogę ci pomóc.”
  • „Źle to robisz” → „Spróbujmy inaczej, zobacz tę możliwość.”
  • „Nie wymyślaj, rób tak jak mówię” → „Posłuchajmy też twojego pomysłu, a potem zdecydujemy.”

Zmiana brzmienia zdania często wystarczy, by dziecko dalej czuło się gospodarzem własnej zabawy, a nie tylko „pracownikiem” wykonującym polecenia.

Zabawy, które naturalnie uczą samodzielności (bez wielkich przygotowań)

Zabawy „półkrok do tyłu” – dorosły zaczyna, dziecko przejmuje

To zabawy, w których rodzic tylko uruchamia sytuację, a potem stopniowo się cofa. Dobra baza na co dzień, bez dodatkowych materiałów.

  • Niedokończone budowle – dorosły układa kilka klocków, po czym mówi: „Do tego miejsca jest mój kawałek. Dalej twoja część. Jak chcesz ją dokończyć?”. Po chwili może zaproponować: „Teraz ty zacznij, a ja będę kontynuował po tobie”.
  • Historia z luką – rodzic opowiada krótką scenkę: „Kot wyszedł z domu i…”, zatrzymuje się i prosi dziecko o wymyślenie dalszego ciągu. Potem role się zamieniają: dziecko zaczyna, dorosły kończy.
  • Tor przeszkód z własnym pomysłem – dorosły układa pierwszy prosty element (np. poduszkę do przeskoczenia), a dziecko ma wymyślić kolejne. Rodzic zadaje pytania pomocnicze: „Co możemy wykorzystać z tego pokoju? Co jest bezpieczne, a co nie?”.

Zabawy w wybory i planowanie

Samodzielność to nie tylko „zrób sam”, ale też „zdecyduj sam”. Warto wprowadzać zabawy, które ćwiczą podejmowanie małych decyzji.

  • Dwie opcje – przy zwykłej zabawie rodzic co jakiś czas daje dwie sensowne propozycje: „Wolisz najpierw ułożyć drogę czy domki?”, „Gramy jeszcze raz czy kończymy i odkładamy grę na półkę?”. Dziecko uczy się, że jego wybór ma realne konsekwencje.
  • Mini-plan dnia zabaw – rano dziecko rysuje trzy proste obrazki aktywności (np. klocki, spacer, rysowanie). W ciągu dnia razem „odhaczacie”, co już było. Nie trzeba kart pracy – wystarczy kartka i kredka.
  • Skrzynka pomysłów – małe pudełko, do którego dziecko wrzuca karteczki z pomysłami na zabawy. Gdy jest „nie wiem, co robić”, losuje karteczkę. Uczy się, że może samodzielnie tworzyć rozwiązania na nudę.

Zabawy w domowe obowiązki

Część prac domowych można zamienić w krótkie zabawy. Chodzi nie o udawanie, że sprzątanie to zawsze frajda, ale o nadanie mu formy zadania możliwego do wykonania przez dziecko.

  • Misja: pokój – rodzic i dziecko losują proste zadania z karteczek (np. „klocki do pudełka”, „książki na półkę”). Dziecko może samo dopisywać swoje misje. Po każdej wykonanej karteczce krótki „meldunek”: „Ukończone, zrobiłem!”
  • Zawody z czasem, nie ze sobą – rodzic nastawia minutnik, a dziecko sprawdza, ile uda się zrobić w tym czasie: „Zobaczymy, ile zabawek wróci do pudełka zanim zadzwoni”. Nie ma porównywania z innymi dziećmi, jest rywalizacja z zegarem.
  • Mały szef kuchni – przy prostym posiłku dziecko ma swój „kawałek odpowiedzialności”: samo myje warzywa, miesza, układa składniki na talerzu. Może też decydować, jak ułożyć kanapki czy owoce, żeby wyglądały „po jego” stronie stołu.

Proste zabawy konstrukcyjne i kreatywne

Nie trzeba drogich zestawów. Dużo ważniejsza jest możliwość testowania własnych pomysłów i modyfikowania ich w trakcie zabawy.

  • Baza z poduszek – dziecko wymyśla, jak ma wyglądać kryjówka. Dorosły pomaga przy elementach, które wymagają siły lub asekuracji, ale nie przejmuje dowodzenia nad projektem.
  • Przebieranki z tego, co jest – zamiast gotowych kostiumów, używacie elementów garderoby z domu. Dziecko samo łączy rzeczy, a rodzic dopytuje: „Jak ma się nazywać ta postać? Co lubi robić?”.
  • Rysunek „co dalej?” – dorosły rysuje tylko mały fragment (kropki, linie, kształt), a dziecko zamienia to w całą scenę. Nie sugerujemy „co to ma być”, tylko pytamy: „Co tu widzisz?”
Mama bawi się z dzieckiem na kolorowej huśtawce na placu zabaw
Źródło: Pexels | Autor: Karola G

Wspólne wyjścia, które budują samodzielność krok po kroku

Sklep jako trening decyzji i odpowiedzialności

Nawet zwykłe zakupy mogą stać się polem do ćwiczenia samodzielności, jeśli dziecko dostanie w nich realną rolę.

  • Lista dla dziecka – przy starszym przedszkolaku i dziecku szkolnym można przygotować prostą listę (słowa lub obrazki). Zadanie dziecka: znaleźć te produkty w sklepie. Rodzic idzie obok i czuwa nad bezpieczeństwem.
  • Mały budżet – dziecko dostaje ograniczoną kwotę „na coś dla siebie”. Musi zdecydować, co wybierze i z czego zrezygnuje. Dorosły pomaga liczyć, ale nie podejmuje decyzji za dziecko.
  • Samodzielne zapytanie – starsze dziecko (7+) może poprosić sprzedawcę o pomoc w znalezieniu produktu. Przed wejściem warto przećwiczyć w domu proste zdanie: „Przepraszam, gdzie jest…?”.

Plac zabaw i podwórko – przestrzeń na ryzyko w kontrolowanych warunkach

Na placu zabaw wielu dorosłych ma odruch: „Uważaj!”, „Nie wchodź tam!”, „Zejdź, bo spadniesz”. Część z tych reakcji jest uzasadniona, ale nadmiar komunikatów o zagrożeniu uczy dziecko, że świat jest niebezpieczny, a ono samo – niezdolne.

Lepszą strategią jest:

  • zamiast „Nie wchodź tak wysoko” – „Sprawdź, czy możesz się dobrze złapać rękami i nogami. Jak się czujesz, kiedy stoisz w tym miejscu?”
  • zamiast „Zejdź, bo spadniesz” – „Jeśli chcesz wejść wyżej, pokaż mi najpierw, jak będziesz schodził.”
  • zamiast ciągłego asekurowania fizycznego – bliska obecność i gotowość pomocy na prośbę („Jestem tu, jeśli będziesz mnie potrzebował”).

Dobrym krokiem jest stopniowe powiększanie „strefy swobody”: najpierw dziecko bawi się tuż obok dorosłego, potem na całym placu w zasięgu głosu, a w kolejnym etapie może powoli testować granice widzialności (np. za drzewo, ale z umówionym hasłem na powrót).

Droga do szkoły czy przedszkola – mikrokroki do samodzielnego poruszania się

Nie zawsze od razu da się pozwolić dziecku iść samodzielnie, ale można przygotowywać grunt małymi krokami.

  • Wspólne „czytanie” drogi – już z przedszkolakiem warto nazywać punkty orientacyjne: „Tu jest czerwony sklep, tu przechodzimy przez pasy, tutaj skręcamy w prawo”. Dziecko uczy się planu trasy.
  • Rozmowy o zasadach – zamiast „Uważaj”, konkrety: „Zatrzymujemy się przed każdą ulicą, patrzymy w lewo i w prawo, dopiero wtedy idziemy”. Potem prosimy dziecko, by to ono powtórzyło te zasady własnymi słowami.
  • Krótki odcinek samemu – przy starszym dziecku można stopniowo poszerzać samodzielność: „Ja idę za tobą kilka kroków, ty prowadzisz”. Kolejny poziom: „Umówimy się, że od tego skrzyżowania idziesz przodem, a ja doganiam cię przy szkole”.

Wycieczki i wypady za miasto – planowanie razem z dzieckiem

Wspólne wyjścia to świetna okazja, by dzieci przejęły kawałek odpowiedzialności, który jest realny, a nie tylko symboliczny.

Podział zadań podczas wyjazdu

Dziecko szybciej czuje się współgospodarzem wypadu, gdy ma jasno określony kawałek odpowiedzialności. Nie musi być duży – ma być realny.

  • Strażnik plecaka – młodsze dziecko pilnuje jednej rzeczy: swojego małego plecaka, pluszaka, bidonu. Przed wyjściem krótkie ustalenie: „Twoje zadanie: pilnujesz, żeby bidon zawsze był w plecaku, kiedy ruszamy dalej”.
  • Mały nawigator – starsze dziecko trzyma prostą mapkę (może być wydruk z zaznaczoną linią) i zaznacza, gdzie już byliście. Może też decydować, którą z dwóch ścieżek wybieracie, jeśli obie prowadzą w dobre miejsce.
  • Odpowiedzialny za przerwy – dziecko decyduje, kiedy czas na krótki postój w bezpiecznym miejscu: „Masz dziś rolę kierownika przerw. Jeśli będziesz zmęczony, mówisz: przerwa na picie”.

Dobrze działa krótki rytuał na start: „Kto dziś za co odpowiada?”. Rodzic też nazywa swoją rolę: „Ja dbam o to, żebyśmy wrócili na czas” albo „Ja pilnuję biletów”. Dziecko widzi, że odpowiedzialność rozkłada się na wszystkich, nie tylko na dorosłych.

Pakowanie razem – nie za dziecko

Wspólne szykowanie się na wyjście to świetny trening planowania. Zamiast pakować wszystko samemu i podawać gotową torbę, lepiej wciągnąć dziecko w proces.

  • Lista obrazkowa – dla przedszkolaka: prosta lista z rysunkami (buty, bluza, bidon). Rodzic czyta, dziecko wkłada do plecaka. Można pytać: „Czego jeszcze potrzebujemy, jeśli będzie chłodniej?”.
  • Torba „twoje sprawy” – mała osobna torba tylko na rzeczy dziecka (książeczka, mała zabawka, chusteczki). Zadanie: „Twoja torba, twoje decyzje, co w niej będzie – byle nie była za ciężka”.
  • Kontrola po dziecku – dorosły po cichu sprawdza, czy nic ważnego nie wypadło, ale nie poprawia na oczach dziecka wszystkiego od razu. Lepiej zapytać: „Masz w plecaku coś do picia? Sprawdź”.

Jeśli czegoś zabraknie, można delikatnie wykorzystać sytuację: „Nie mamy czapki, bo jej nie spakowaliśmy. Zastanówmy się przed następnym wyjściem, co dopisać do listy”. To cenny sygnał: decyzje mają skutki, ale nie kończy się na złości.

Samodzielność w kontakcie z innymi dorosłymi

W trakcie wyjść dzieci często chowają się za rodzicem, gdy trzeba coś załatwić. Da się to zmieniać małymi krokami, bez presji „mów ładnie”.

  • Wspólne zdanie – najpierw mówicie razem: „Dzień dobry, dwa bilety prosimy”. Dziecko słyszy, powtarza, czuje się bezpiecznie.
  • Rodzic zaczyna, dziecko kończy – kolejny etap: „Dzień dobry, poprosimy… (pauza, dziecko dopowiada: „loda truskawkowego”)”. Jeśli się zawaha, można szepnąć, ale nie wyręczać w całości.
  • Mini-role – umawiacie się, że dziś dziecko mówi „dziękuję” w sklepach albo pyta: „Która godzina odjazdu?”. Jedno krótkie zdanie to już spory krok.

Dobrze, gdy po takiej sytuacji pojawia się spokojny komentarz: „Usłyszeli cię, załatwiłeś to sam”. Bez przesadnych pochwał i oceniania, raczej rzeczowe zauważenie działania.

Jak reagować, gdy dziecko „oddaje” samodzielność z powrotem

Nawet odważne dzieci mają dni, kiedy mówią: „Zrób za mnie”, „Nie umiem”, „Nie chcę”. Zamiast się złościć albo znowu przejmować wszystko na siebie, można potraktować to jako sygnał, że dziś potrzebują więcej wsparcia, ale nie koniecznie pełnej wyręki.

Skala pomocy zamiast „albo sam, albo ja”

Zamiast czarno-białego wyboru, czy dziecko robi coś samo, przydaje się prosta „skala pomocy”. Można o niej nawet mówić wprost.

  • Opcja 1: Sam, ale obok mnie – „Robisz to sam, a ja siedzę przy tobie i patrzę”. Przykład: dziecko samo zakłada buty, rodzic tylko komentuje: „Masz, dobrze złapałeś język buta”.
  • Opcja 2: Ty zaczynasz, ja kończę – „Twoja część to początek, moja końcówka”. Dobre przy trudniejszych zadaniach, np. zapinanie kurtki: dziecko wkłada suwak w zaczep, dorosły tylko dociąga do końca.
  • Opcja 3: Ja pokazuję, ty powtarzasz – dorosły krok po kroku demonstruje czynność, mówiąc, co robi. Potem oddaje zadanie: „Teraz twoja kolej, spróbuj tak jak ja, a jak coś nie zadziała, poprawimy razem”.

Pomaga pytanie: „Jakiej pomocy teraz potrzebujesz: tylko patrzenia, odrobiny czy prawie całej?”. Dzięki temu dziecko uczy się nazywać swoje potrzeby, a nie tylko domagać się wyręczania.

Gdy pojawia się złość i płacz

Przy uczeniu się nowych rzeczy złość jest normalna. Ważne, żeby nie łączyła się z komunikatem: „Ty się do tego nie nadajesz, ja muszę to zrobić”.

  • Najpierw emocje, potem działanie – krótkie nazwanie tego, co się dzieje: „Widzę, że jesteś wściekły, że ten zamek się zacina”. Chwila na oddech, dopiero potem propozycja: „Chcesz odpocząć i spróbować jeszcze raz, czy dzisiaj robimy to razem?”.
  • Normalizacja porażki – dorosły dzieli się własnym doświadczeniem: „Ja też się denerwowałem, jak uczyłem się wiązać sznurówki. Zajęło mi to sporo czasu”. Bez długich opowieści, raczej krótkie zdanie „ja też przez to przechodziłem”.
  • Prawo do przerwy – jeśli dziecko jest bardzo rozemocjonowane, lepiej odpuścić na ten moment: „Widzę, że dziś za dużo. Pomogę ci teraz, a następnym razem znowu spróbujesz sam”. Samodzielność to maraton, nie jeden bieg.
Rodzice bawią się z maluchem na drewnianym jeździku w salonie
Źródło: Pexels | Autor: Karola G

Codzienne nawyki, które wspierają samodzielność podczas zabawy

Poza konkretnymi zabawami i wyjściami dużo robią drobne, powtarzające się nawyki w domu. Często decydują, czy dziecko z czasem samo przejmuje inicjatywę, czy czeka na „rozkazy”.

Stałe miejsca na rzeczy dziecka

Dziecko nie będzie „samo ogarniać”, jeśli wszystko jest przypadkowe i zbyt wysoko. Porządek nie musi być idealny, ma być zrozumiały dla dziecka.

  • Niskie półki i pudełka – zabawki, gry, kredki w zasięgu ręki. Jedno pudełko = jeden prosty typ rzeczy, np. samochodziki, klocki, figurki.
  • Obrazki zamiast napisów – dla nieczytających dzieci naklejone symbole: samochód, książka, miska. Dziecko wie, gdzie co wraca, i nie potrzebuje ciągłych instrukcji.
  • Stałe miejsce „do przygotowania się” – np. mały kosz przy drzwiach na czapkę, szalik, okulary przeciwsłoneczne dziecka. Przed wyjściem krótkie: „Sprawdź swoją półkę, czy wszystko masz”.

Przewidywalne ramy, elastyczna treść

Dzieci łatwiej przejmują stery zabawy, gdy wiedzą, mniej więcej, kiedy jest na nią przestrzeń i jak wygląda rytm dnia. To nie musi być sztywny plan co do minuty.

  • Stałe „okna” na swobodną zabawę – np. rano po śniadaniu 20–30 minut, po powrocie z przedszkola kolejny kawałek. W tych momentach rodzic rzadziej „wcina się” z własnymi pomysłami.
  • Jasny sygnał końca – zamiast nagłego: „Kończymy, bo musimy wychodzić”, lepsze jest uprzedzenie: „Masz jeszcze 10 minut na dokończenie zabawy, potem odkładamy rzeczy do pudełek”. Można użyć minutnika.
  • Wspólny wybór początku – na start dnia można zapytać: „Od czego dziś chcesz zacząć zabawę?”. Niech dziecko wskaże kierunek, nawet jeśli potem rodzic dołączy.

Język odpowiedzialności zamiast języka zasług

Słowa budują obraz dziecka w jego własnych oczach. Jeśli ciągle słyszy: „Ale jesteś grzeczny, że posprzątałeś”, zaczyna robić to „dla pochwały”. Jeśli usłyszy: „Dzięki temu, że odłożyłeś klocki, jutro szybciej zaczniemy zabawę”, widzi sens działania.

  • Opisywanie faktów – „Sam przygotowałeś kącik do rysowania”, „Zauważyłeś, że młodsza siostra potrzebuje pomocy przy puzzlach”. Dziecko łączy swoje działanie z efektem, nie z etykietką „grzeczny/niegrzeczny”.
  • Łączenie działania z wpływem – „Kiedy sam naszykowałeś plecak, szybciej wyszliśmy i mieliśmy więcej czasu na plac zabaw”.
  • Unikanie przesadnych nagród – jeśli każda mała rzecz kończy się nagrodą materialną („jak się pobawisz sam, dostaniesz…”) dziecko przestaje zauważać własną satysfakcję. Lepiej postawić na krótką rozmowę: „Jak się z tym czujesz, że zrobiłeś to sam?”.

Kiedy samodzielność dziecka zderza się z różnymi stylami wychowania

Dziecko nie żyje w próżni. Spotyka się z nauczycielami, dziadkami, innymi rodzicami, którzy mogą mieć zupełnie inne podejście do zabawy i „zarządzania” dzieckiem. To czasem budzi frustrację – zarówno u rodzica, jak i u samego dziecka.

Różne zasady w domu i „u babci”

Częsty scenariusz: w domu dziecko samo sprząta po zabawie, a u dziadków ktoś wszystko robi za nie. Zamiast walczyć o identyczne zasady wszędzie, lepiej nauczyć dziecko rozumieć, że miejsca mogą się różnić, a ono wciąż ma wpływ.

  • Jasne komunikaty – „U nas w domu, jak skończymy się bawić, odkładamy klocki. U babci czasem sprząta ona, ale nadal możesz jej pomóc, jeśli chcesz”.
  • Bez podkopywania autorytetu innych – unikanie komentarzy przy dziecku typu: „Babcia cię rozpieszcza, przez to nic nie umiesz”. Lepiej porozmawiać z dorosłym osobno: „Próbujemy uczyć go, żeby część rzeczy robił sam – możesz go prosić, żeby chociaż zebrał swoje książki?”.
  • Własne standardy w swoim domu – spójność u siebie jest ważniejsza niż pełna kontrola nad całym światem dziecka. Jeśli w domu zasady są czytelne i życzliwe, dziecko i tak dużo wyniesie.

Gdy szkoła lub przedszkole działa inaczej

Zdarza się, że w placówce dorosłych jest mało, więc stawiają na szybkie wyręczanie. Albo przeciwnie – oczekiwania wobec samodzielności są wyższe niż w domu. W obu przypadkach pomocna jest spokojna rozmowa.

  • Kontakt z nauczycielem – krótkie, konkretne pytania: „W czym radzi sobie już sam?”, „Przy czym najbardziej prosi o pomoc?”. To pomoże dobrać zabawy w domu tak, by wzmacniać te same obszary.
  • Wspólny język – jeśli to możliwe, warto ustalić podobne komunikaty. Np. i w domu, i w przedszkolu słowa: „Spróbuj najpierw sam, ja zaraz podejdę”. Dziecko czuje się pewniej, gdy słyszy znane zwroty.
  • Rozmowa z dzieckiem o różnicach – „W przedszkolu sam nosisz tackę z obiadem, a w domu ja często ci podaję. Co byś wolał?”. Czasem dziecko samo podpowie, że „już może inaczej”.

Samodzielność a rodzeństwo podczas wspólnej zabawy

Przy więcej niż jednym dziecku dochodzi jeszcze jeden czynnik – ich relacja ze sobą. Często jedno przejmuje kontrolę, a drugie oddaje inicjatywę, bo „i tak brat siostrze wszystko poustawia”.

Unikanie roli „wiecznego tłumacza” i sędziego

Rodzic, który wchodzi w każdą kłótnię i od razu rozstrzyga, nieświadomie odbiera dzieciom szansę na trening samodzielnego dogadywania się.

  • Najpierw ich głos – „Powiedzcie mi po kolei, jak to widzicie”. Dzieci uczą się nazywać swoje potrzeby zamiast od razu ciągnąć rodzica za rękaw.
  • Pytania zamiast gotowych rozwiązań – „Jak możemy to rozegrać, żeby każdy miał swoją kolej?”, „Jak inaczej możecie podzielić te klocki?”.
  • Granice tylko w kwestiach bezpieczeństwa i szacunku – dorosły wchodzi zdecydowanie, gdy pojawia się przemoc fizyczna lub obrażanie, ale przy zwykłych spięciach raczej wspiera ich w szukaniu rozwiązań.

Wzmacnianie inicjatywy młodszego i hamowanie „nadopiekuńczości” starszego

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Jak bawić się z dzieckiem, żeby uczyło się samodzielności, a nie tylko naśladowania?

Najprościej: mniej podpowiadać, więcej obserwować. Zamiast mówić „zrób tak jak ja”, zadawaj pytania: „Co spróbujesz teraz?”, „Jak inaczej można to ułożyć?”. Daj dziecku czas na własne pomysły, nawet jeśli wiesz, że „da się szybciej i lepiej”.

Przy układaniu klocków nie buduj za dziecko. Powiedz: „Możesz spróbować sam, będę obok”. Gdy dziecko utknie, sugeruj kierunek („Może poszukamy dłuższego klocka?”), ale nie przejmuj całej konstrukcji. Klucz: dziecko podejmuje decyzję, ty tworzysz bezpieczne warunki.

Gdzie jest granica między wspieraniem a wyręczaniem dziecka w zabawie?

Pomoc jest wspierająca, gdy:

  • jesteś obok i reagujesz na emocje („Widzę, że się złościsz, to trudne zadanie”);
  • pomagasz zacząć, ale kończyć pozwalasz dziecku;
  • zadajesz pytania zamiast od razu pokazywać gotowe rozwiązanie.

Wyręczanie zaczyna się wtedy, gdy:

  • robisz coś „bo tak szybciej”,
  • nie pozwalasz na błąd („Nie tak, daj, ja zrobię dobrze”),
  • decydujesz za dziecko, jak ma się bawić i czym.

Dobra kontrola: zapytaj siebie, czy to dziecko coś odkrywa, czy tylko wykonuje twoje instrukcje. Jeśli głównie słucha poleceń, a mało próbuje, to już bardziej wyręczanie niż wsparcie.

Jak reagować, gdy dziecko prosi o pomoc w czymś, co „powinno umieć” zrobić samo?

Najpierw zobacz, o jaką pomoc prosi. Czy chodzi o emocje („Boje się, że mi nie wyjdzie”), czy o umiejętność („Nie wiem, jak to połączyć”). Możesz odpowiedzieć: „Spróbuj sam, jestem obok, jak będzie bardzo trudno, pomogę ci trochę”. Dajesz wtedy jasny sygnał: „wierzę w ciebie” i „nie jesteś sam”.

Przy puzzlach zamiast układać za dziecko, wskaż obszar: „Poszukajmy razem elementów z niebieskim brzegiem” i pozwól mu je dopasować. Ma czuć wsparcie, ale to jego ręce mają pracować.

Czy podczas zabawy pozwalać dziecku na błędy i „psucie” konstrukcji?

Tak, bo to sedno nauki samodzielności. Dziecko musi zobaczyć związek: moja decyzja → mój skutek. Gdy wieża się przewróci, nie krytykuj („No mówiłem, że tak będzie”), tylko nazwij doświadczenie: „Spróbowałeś bardzo wysoko, teraz możesz wymyślić, jak zbudować mocniejszą podstawę”.

Jeśli co chwilę ratujesz sytuację („Uważaj, spadnie!”, „Nie tak, bo zepsujesz”), dziecko uczy się unikania ryzyka, a nie szukania rozwiązań. Bezpieczna przestrzeń na błędy w zabawie to trening odwagi przed realnymi wyzwaniami.

Jakie zabawy najbardziej wspierają samodzielność u dziecka?

Najlepsze są te, w których dziecko:

  • musi coś zaplanować (np. budowanie toru przeszkód, miasta z klocków, „sklepu”);
  • podejmuje mnóstwo małych decyzji (jaką drogą pojedzie auto, jakie zasady ustali w grze);
  • może eksperymentować i przerabiać pomysł w trakcie (zabawy konstrukcyjne, wymyślane na bieżąco gry ruchowe).

Unikaj zabaw, gdzie dorosły prowadzi jak według instrukcji krok po kroku, a dziecko tylko „odtwarza”. Im więcej pola do kombinowania, tym lepszy trening samodzielności.

Co robić, gdy dziecko szybko się poddaje podczas zabawy i mówi „nie umiem”?

Zamiast od razu pocieszać lub przejąć zadanie, zatrzymaj się przy tym zdaniu. Możesz odpowiedzieć: „Widzę, że jest trudno. Co już ci się udało?” i pomóc mu zauważyć małe postępy. Potem zaproponuj mikro-krok: „Spróbuj jeszcze jednego elementu, tylko tego jednego, a ja będę obok”.

Dobrze działa też ograniczenie zadania. Zamiast „Ułóż całe puzzle”, powiedz: „Ułóżmy dziś razem rożek obrazka, ty wybierz, który”. Dziecko dostaje doświadczenie, że kończy rozpoczęte rzeczy, ale w skali, która go nie przytłacza.

Czy zostawiać dziecko samo do zabawy, jeśli chcę, żeby było bardziej samodzielne?

Samodzielność to nie „radź sobie sam, bo ja nie mam czasu”. Dziecko potrzebuje czuć, że ma wsparcie „w tle”. Dobrą praktyką jest:

  • zaczynasz wspólnie zabawę,
  • stopniowo się wycofujesz („Widzę, że już dobrze ci idzie, pójdę zrobić herbatę, ale jak coś, wołaj”),
  • wracasz, żeby zauważyć efekty („Widzę, że dobudowałeś drogę, opowiesz mi o tym?”).

Taki schemat uczy, że może robić coś samo, ale nie traci kontaktu z dorosłym. To bezpieczniejsze niż nagłe „to teraz baw się sam, ja idę do swoich spraw”.

Kluczowe Wnioski

  • Zabawa jest dla dziecka głównym „laboratorium życia” – w bezpiecznych warunkach sprawdza, co działa, a co nie, i uczy się, że jego decyzje realnie wpływają na otoczenie.
  • Podczas zabawy dziecko podejmuje dziesiątki drobnych decyzji (co wybrać, co odpuścić, jak poprawić błąd); to buduje związek: „moja decyzja – mój skutek”, czyli fundament samodzielności.
  • Brak ocen, kar i sztywnego scenariusza w zabawie sprzyja odwadze, kreatywności i szukaniu własnych rozwiązań – dziecko może „ryzykować” porażkę bez lęku przed krytyką.
  • Samodzielność nie oznacza „radź sobie sam”; dziecko potrzebuje poczucia, że dorosły jest obok, można go poprosić o pomoc, a niepowodzenie nie grozi odrzuceniem.
  • Skrajności – zostawienie dziecka samego z trudnym zadaniem lub ciągłe wyręczanie („Daj, ja to zrobię”) – podkopują wiarę w siebie; klucz to dorosły dostępny, ale nie przejmujący sterów.
  • Wspólna zabawa szybko ujawnia tę granicę: układanie puzzli za dziecko wysyła komunikat „sam nie dasz rady”, a całkowite wycofanie – „twoje starania mnie nie obchodzą”.
  • Świadomy rodzic obserwuje styl działania dziecka (planowanie krok po kroku, improwizacja, trzymanie się schematów) i dopasowuje wsparcie zamiast wymagać jednego „słusznego” sposobu działania.

Bibliografia i źródła

  • The Power of Play: Learning What Comes Naturally. American Academy of Pediatrics (2007) – Rola zabawy w rozwoju poznawczym, emocjonalnym i społecznym
  • The Importance of Play in Promoting Healthy Child Development and Maintaining Strong Parent-Child Bonds. American Academy of Pediatrics (2018) – Stanowisko AAP o znaczeniu zabawy i relacji rodzic–dziecko
  • Play: How It Shapes the Brain, Opens the Imagination, and Invigorates the Soul. Penguin Books (2009) – Neurobiologiczne podstawy zabawy i jej wpływ na samodzielność
  • Self-Determination Theory: Basic Psychological Needs in Motivation, Development, and Wellness. Guilford Press (2017) – Teoria autonomii, kompetencji i więzi w rozwoju dziecka
  • Mind in Society: The Development of Higher Psychological Processes. Harvard University Press (1978) – Koncepcja strefy najbliższego rozwoju i roli wsparcia dorosłego
  • The Whole-Brain Child. Delacorte Press (2011) – Jak wspierać regulację emocji i samodzielność poprzez codzienne interakcje
  • Positive Discipline. Ballantine Books (1981) – Granice, wsparcie i unikanie wyręczania w wychowaniu dzieci
  • Play in Children’s Development, Health and Well-Being. Toy Industries of Europe (2012) – Przegląd badań o zabawie, uczeniu się i kompetencjach wykonawczych

Następny artykułWieczorne rytuały taty i dziecka: 20 minut, które zmieniają cały dzień
Katarzyna Wiśniewski
Katarzyna Wiśniewski zajmuje się tematami bezpieczeństwa dzieci w domu i poza nim: od fotelików i spacerów po zasady w kuchni, na placu zabaw i podczas wyjazdów. W swoich artykułach porządkuje informacje, porównuje rekomendacje i wyciąga praktyczne wnioski, które da się wdrożyć od razu. Lubi checklisty i proste procedury, bo w stresie najlepiej działają jasne kroki. Zwraca uwagę na typowe ryzyka, ale bez straszenia – pokazuje, jak zapobiegać i jak reagować, gdy coś pójdzie nie tak. Na porady-taty.pl stawia na odpowiedzialność, zdrowy rozsądek i rozwiązania dopasowane do realnych warunków rodzin.

1 KOMENTARZ

  1. Artykuł porusza ważny temat, jakim jest rozwijanie samodzielności u dzieci podczas wspólnej zabawy. Bardzo podoba mi się pomysł na wykorzystanie różnorodnych gier i zabaw, które angażują dziecko do podejmowania decyzji i samodzielnego działania. Wskazówki dotyczące pochwalania dziecka za podejmowane inicjatywy również są bardzo trafne i przydatne.

    Jednakże brakuje mi bardziej szczegółowych przykładów konkretnych działań, które można podjąć podczas zabawy, aby wspierać rozwój samodzielności u dziecka. Byłoby fajnie, gdyby artykuł zawierał więcej praktycznych wskazówek i sugestii dotyczących konkretnych zachowań rodzica podczas wspólnej zabawy, które mogą wpłynąć pozytywnie na rozwój samodzielności u dziecka. Trot więc to, wartościowy tekst, który z pewnością zachęci rodziców do refleksji nad swoim sposobem wspierania rozwoju dziecka.

Zaloguj się, aby zostawić komentarz.